Piórem kibica: „O meczu z Budowlanymi”
Na ciężką próbę wystawiają swoich kibiców siatkarki Impelu Gwardii. Przegrały po raz siódmy w tym sezonie i to gładko 0-3 z Budowlanymi Łódź, a więc zespołem, który nie dalej jak dwa miesiące temu równie łatwo ograły, także 3-0. Jak wielokrotnie pisałem zaliczam się do grupy kibiców, którzy wierzą w swój zespół i lubią go niezależnie od osiąganych wyników, którzy z zasady są optymistami i ciągle maja nadzieję na dobrą postawę swoich ulubienic.
Z przykrością stwierdzam, że moja niezachwiana dotąd wiara w coraz lepszą grę i dobry wynik naszej drużyny po ostatnim meczu została poważnie nadwątlona. Zacząłem się obawiać o przyszłość naszego zespołu. Z niepokojem zacząłem patrzeć na ligową tabelę. Z niepokojem, bo przestałem liczyć ile nam brakuje do klubów nas wyprzedzających, a bliżej zacząłem się interesować dorobkiem ekip znajdujących się za nami. A są tam zespoły, prezentujące się zupełnie przyzwoicie, które potrafiły walczyć jak równy z równym nawet z potentatami ligi. Choćby w ostatniej kolejce AZS potrafił urwać punkt Atomowi, a Stal wielu zespołom napsuła już sporo krwi i pewnie gdyby nie słaba odporność psychiczna udałoby się jej wygrać więcej spotkań.
Tymczasem wyniki i co gorsza gra Gwardii są naprawdę słabe. Z trzech wywalczonych zwycięstw jedynie to wspomniane z Budowlanymi było odniesione w dobrym stylu. Mecz z Piłą raczej pilanki przegrały niż wrocławianki wygrały, a i drużynie Stali niewiele brakło do wygrania we Wrocławiu. Niepokoi również styl porażek zwłaszcza tych do zera. O ile można jeszcze wytłumaczyć przegrane z potęgami z Muszyny i Sopotu, o ile klęskę w Bydgoszczy można uznać za wypadek przy pracy, o tyle dla mnie mecz w Łodzi był tą kroplą, która przelała przysłowiową czarę goryczy.
Poza pierwszym setem, który Gwardia powinna wygrać trudno coś dobrego powiedzieć o grze naszych dziewczyn. Szwankowało przyjęcie, niemal wszystkie ataki były przeprowadzone w najprostszy sposób tzn. przez lewe skrzydło. Przynosiło to efekt, ale tylko do czasu. Potem łodzianki szły tam do bloku niemal w ciemno. Do tego trzeba dodać słaby atak ze środka i zagrywki, które nie czyniły rywalkom większej szkody. Na serwis zwracał uwagę na jednym z czasów trener Błaszczyk stwierdzając słusznie, że jedna Zuza Efimienko wykonująca trudną zagrywkę to za mało. Nie rozumiem tylko dlaczego właśnie za Zuzię wchodziła Dorota Medyńska, by wprowadzić piłkę do gry. Wydaje mi się, że więcej pożytku dla drużyny byłoby gdyby Dorota pomagała przy przyjęciu i obronie. Że ma do tego talent i serce zdążyła już pokazać w tych nielicznych momentach, w których pojawiała się na parkiecie.
Jeszcze gorsza niż gra wydała mi się w tym meczu postawa mentalna, nastrój, podejście do gry czy jak to tam nazwać. Wiem, że gdy gra nie idzie ciężko jest zdobyć się na euforię, radość, czy nawet zwykły uśmiech, że trudno wtedy wykrzesać energię i zapał ale też wielce prawdopodobne, że gdyby się udało to i gra by była lepsza. Dziewczyny były ponure i przygaszone w trakcie gry i po niej. Przy dziękowaniu sobie za grę na uśmiech skierowany w stronę rywalek zdobyły się tylko Zuza i Milena Rosner (chyba, że kogoś przegapiłem)
Wiem, że w naszej drużynie gra wiele doświadczonych i zasłużonych siatkarek, ale mimo to pozwolę sobie postawić naszym dziewczynom za wzór jedną z łódzkich zawodniczek – młodziutką i pewnie ustępującą im umiejętnościami Hélène Rousseaux. Gdy się patrzy na jej radość, energię, niesamowity błysk w oczach, widoczny po każdej, nawet nieudanej akcji to aż chce się zakrzyknąć: Gwardzistki też takie bądźcie. Głowy do góry, czerpcie radość z gry, uwierzcie w siebie i z błyskiem w oczach rozbijcie Pałac, a potem inne przeszkody. A dla przypomnienia, że to umiecie zdjęcie z najlepszego jak dotąd meczu – z Budowlanymi we Wrocławiu.
Marek Siatkarek
Współpraca: |
Partnerzy medialni: |























