Piórem kibica: „O meczu z Pałacem”
To miało być siatkarskie święto. Zaproszono gości – tych z dziećmi za darmo, do dzieci przybył Mikołaj, kibicom malowano twarze, rozdano gwizdki, piłeczki, posiadaczom karnetów upominki, wystąpiły tancerki w strojach mikołajkowych, a może śnieżynkowych (zdjecie), przybyła nawet telewizja. Show jak się patrzy! Zabrakło tylko najważniejszego – zwycięstwa Impelu Gwardii.
Na nic zdadzą się wszelkie marketingowe zabiegi działaczy Gwardii, mające ściągnąć na trybuny kibiców i jak sądzę związać ich z klubem na dłużej jeśli zabraknie tego co najistotniejsze – wygranych meczów. Gdy się ich kolejny raz wpuści za darmo i zapewni rozrywkę dzieciom pewnie znowu przyjdą. Ale przecież nie o to chodzi. Istotne jest by chcieli przyjść i za to zapłacić. A tak nie będzie. Dopóki nie będzie wyników.
Nie piszę tu o wszystkich kibicach. Siatkarscy (gwardyjscy) maniacy, tacy jak ja i ci którzy czytają te słowa (inni raczej nie wchodzą na naszą stronę) przyjdą na kolejny mecz. Ale przecież nie o nich toczy się walka. Oni zostaną z zespołem na dobre i na złe. Gra idzie o tą większość, która chce oglądać tylko zwycięstwa „swoich”. Nie czas i miejsce wnikać dlaczego tak jest, ale to fakt. Ze zwycięzcami identyfikuje się większość, z przegranymi zostają nieliczni.
W meczu z Pałacem zwycięstwo było zupełnie realne i prawdopodobne. Spotkały się bowiem dwa zespoły o zbliżonych umiejętnościach, toczące równorzędną walkę. O wygranej bydgoszczanek zadecydowały pojedyncze akcje, może trochę szczęścia. Trudno właściwie powiedzieć co, bo patrząc w statystyki (za którymi nie przepadam) nietrudno zauważyć że właściwie w każdym elemencie Gwardia była lepsza. Wrocławianki miały dużo lepsze przyjęcie, lepszy atak, porównywalną zagrywkę. Dlaczego wiec przegrały? Tego chyba nikt nie wie. Paradoks siatkówki a może potwierdzenie tezy, ze statystyki kłamią.
Gwardia wystąpiła w swoim żelaznym ustawieniu, z Katarzyną Mroczkowska grającą, jak w kilku ostatnich spotkaniach na pozycji przyjmującej. Może nasza kapitan spróbowałaby zagrać także jako rozgrywająca – wszak była już środkową, atakującą teraz przyjmującą. Pewną nowością była gra przez cały mecz dwóch libero, Oli Krzos, jako przyjmującej i Doroty Medyńskiej, gdy piłkę zagrywała Gwardia. W moim odczuciu lepsze wrażenie pozostawiła ta druga, zaś naszą najlepszą zawodniczką była Zuzia. Że Zuzanna była zawodniczką meczu uznał też komisarz zawodów przyznając ten tytuł imienniczce naszej Zuzi Zuzannie Czyżnielewskiej. Gra naszej reprezentacyjnej środkowej mnie ucieszyła, zmartwiła natomiast pomeczowa konieczność okładania lodem jej barku i ramienia. Mam nadzieję, że uraz nie jest groźny.
Wynik meczu z Pałacem w niebezpieczny sposób zbliżył nasz zespół do walki o utrzymanie w lidze, zamiast przybliżyć do zapowiadanego boju o czołową czwórkę. Ale też trzeba realnie ocenić, że przedsezonowe plany poprawy miejsca zajętego w poprzednich rozgrywkach musiały zostać zweryfikowane po kontuzjach Ani Witczak, Bogusi Pyziołek i Marty Sobolskiej.
Nie popadałbym jednak w skrajny pesymizm prezentowany przez kibiców na różnych siatkarskich forach. Kibice ci już teraz „żądają głów” trenera i kilku zawodniczek. Zachowajmy spokój, na oceny przyjdzie czas po sezonie, a na razie wszystko jeszcze przed nami, wierzmy więc, że los się odmieni i nasze dziewczyny zaczną znów pięknie grać i wygrywać.
Marek Siatkarek
Współpraca: |
Partnerzy medialni: |























